Ohhh... mam przeczucie, że poprzednia część została napisana przez jakiegoś psychola XD i pomyślałam, że to moje dzieło... załamka Xd (|0|)
Ciąg dalszy ''Piłki...''
Będąc już na szczycie bramy, spojrzałam na dom, ujrzałam w oknie poruszającą się śnieżno białą firankę, jakby ktoś wyglądał przez okno, lecz nikogo i niczego nie było widać. Przyglądając się, straciłam równowagę i spadłam na przerażającą posesję. Po chwili usiadłam, zauważyłam ranę na lewym łokciu, z której płynęła krew. Zdjęłam prawego buta i zakolanówkę, następnie owinęłam nią ranę, założyłam buta. Wstałam, rozejrzałam się. Zdziwiło mnie ciemne niebo, które rozjaśniał księżyc lekko przysłonięty szarymi chmurami, a przecież dostałam się na ten teren w ciągu dnia, zaniepokoiła mnie też nieobecność moich przyjaciół po drugiej stronie bramy. Przede mną była kamienna ścieżka, prowadząca na werandę strasznego domu. Na środku drogi leżała ogromna plama o trzech barwach: czerwieni, niebieskich oraz zieleni.
Pod samymi drzwiami domu leżała piłka. Poszłam w jej stronę. Doszłam już do kałuży. Nagle kolory zaczęły się podnosić i wynurzyła się barwna dłoń, która złapała mnie za prawą kostkę. Szarpałam nogą aby się uwolnić, gdy wreszcie mi się udało pobiegłam na taras. W tym czasie wyszedł potwór z kolorowej plamy i zbliżał się do mnie. Jakimś cudem otworzyły się drzwi domu, a piłka sama z siebie wturlała się do środka. Również weszłam do strasznego budynku. Wyjrzałam przez okno, a monstrum zniknęło. Nagle zapaliło się światło. Ujrzałam przytulny pokoik, nie zbyt duży i urządzony staroświecko. Na ścianach były pomarańczowe w czerwone paski i kwiatki tapety, obdarte do tynku w niektórych miejscach, na podłodze ''perskie'' dywany. Na przeciw mnie były schody, przy których stał stary, zakurzony, stary fotel z brązowej skóry, tuż obok niebo drewniany stoliczek z flakonikiem. Światło zaczęło mrugać, usłyszałam dobijanie się do drzwi. Próbowałam zachować spokój, nie kryję, że się ogromnie bałam, tak bardzo, że chyba wyzionęłabym ducha. Zobaczyłam skaczącą po schodach piłkę i pobiegłam za nią. Musiałam uważać, ponieważ w niektórych miejscach schody były dziurawe. Lampy kompletnie zgasły, a ja dotarłam do kolejnego pokoju, trzasnęłam drzwiami i usiadłam za nimi, by nie pozwolić ich otworzyć. Wtedy ucichł ryk potwora. Lekko się uspokoiłam. Wstałam i rozejrzałam się po pomieszczeniu. No cóż, ten pokój był cały biały, miał kilka sporych dziur w drewnianej podłodze. Na lewej ścianie dostarczały księżycowego światła dwa duże okna, na których były zawieszone długie, białe firany, które zwiewał wiatr. Piłka leżała obok mnie i nagle zaczęła się turlać w stronę największej z dziur w podłodze, spadła. Usłyszałam kroki, natychmiast skoczyłam za nią. Na szczęście miałam miękkie lądowanie, spadłam prosto na kupkę siana. Było zupełnie ciemno, nagle za mną zapaliło się białe, oślepiające światło. Odwróciłam się, a w blasku stała postać. Była niska i szczupła. Miała ona bardzo jasną skórę, długie, czarne włosy, które zasłaniały twarz i ubrana była w białą sukienkę sięgającą do samej podłogi. Wpatrzyłam się w tajemniczą osobę. Po kilku minutach piłka sama przyturlała się do mnie, gdy miałam ją podnieść, postać podniosła głowę. Ujrzałam wtedy jej błękitne oczy. Chwilę potem zaczęła głośno krzyczeć, nie było to znośne dla moich uszu. Natychmiast chwyciłam piłkę i zaczęłam usiekać. Krzykaczka szła za mną nie uciszając głosu. Przyuważyłam kolejne schody. Biegłam po niech, postać nadal mnie śledziła. Wydawało się, że miałam tylko kilkanaście schodów do przebycia, a one ciągnęły się bez końca.
Wreszcie dotarłam do kolejnego pokoju, zamknęłam drzwi i w tym momencie ucichł krzyk. Znalazłam się tym razem w szarym pokoju z białą, kafelkowaną podłogą i jednym dużym oknem. Na jego drugim końcu stała drewniana szafa. Piłka poturlała się w jej stronę i zaczęła podskakiwać uderzając o drzwi szafy. Po czterech uderzeniach szafa zaczęła się trząść, jakby coś było w środku i chciało się wydostać. Piłka przyturlała się do mnie, a z szafy wyskoczył kolejny potwór. Był on czarny, miał ogromne uszy i skrzydła przypominające nietoperza, był pokryty czarnym futrem, a wyróżniały się jedynie żółte oczy. Stał na dwóch kończynach, gdy otworzył paszczę ujrzałam jego ogromne zęby. Złapałam piłkę, chciałam podbiec do drzwi, ale ponownie rozległ się krzyk bladolicej postaci. Postanowiłam wyskoczyć przez okno i zrobiłam to. Ślizgałam się po dachówkach, a nietoperz poleciał za mną. Gdy dotarłam już do końca dachu wypadła mi piłka, sturlała się po rymnie i gdzieś spadła. Chwyciłam najbliższą gałąź i skoczyłam. Niestety gałąź pękła i spadłam. Wylądowałam kucając. Nietoperz skoczył za mną i chcąc mnie chwycić podrapał swoimi szponami moje lewe ramię.
Zobaczyłam piłkę pod bramą domu. Pobiegłam w jej kierunku, gdy z ziemi zaczęły wynurzać się szkielety. Starałam się biec jak najszybciej, ale brakowało mi już sił, a potwory były coraz bliżej mnie. Złapałam piłkę w prawą rękę, a lewą chciałam otworzyć bramę. Gdy już dotknęłam klamki stwory chwyciły moje nogi i zaczęły ciągnąć, drapiąc je ostrymi pazurami. Ostatkami sił nacisnęłam klamkę, a wtedy monstra zniknęły, zaświeciło słońce, a moi przyjaciele pojawili się, zemdlałam. Obudziłam się dopiero w domu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz