expr:class='"loading" + data:blog.mobileClass'>

sobota, 15 marca 2014

"Dobra Pani" II- moja wersja.

Witajcie po tak długiej przerwie c:. Wiele się działo i po raz kolejny nie mam zamiaru się spowiadać.

Cóż, ostatnio na lekcji języka polskiego mieliśmy za zadanie napisać swoją własną nowelkę związaną z lekturą. Akurat naszą lekturą obecnie jest "Dobra Pani" Elizy Orzeszkowej. Oto moja wersja:
"Dobra Pani" II
          Znudzona sierpniowym upałem, pani Ewelina schowała się w ogromnym salonie o żółtej tapecie w czerwone kwiaty. Siedziała wygodnie na skórzanym fotelu, popijając gorzką herbatę z mlekiem. Rozmyślała o wielu rzeczach, jak to kobieta, głównie o strojach. Stwierdziła, że skoro zbliża się jesień, nadszedł czas na wymianę garderoby, więc chwyciła szybko torebkę i opuściła w pośpiechu rezydencję.

          Idąc chodnikiem, obok głównej ulicy, mijała tłumy ludzi, biednych i bogatych. Stukała obcasami w kamienne kafelki, rozglądając się po wystawach sklepowych. W końcu dotarła do ulubionego sklepu, gdzie kupiła swoje najpiękniejsze kreacje. Pani Ewelina podeszła do drewnianych drzwi z srebrną tabliczką, w której wygrawerowany był napis "Moda u Edgara", otworzyła je, a następnie weszła po schodach na pierwsze piętro. Tam miło przywitał ją właściciel. Starszy człowiek, ale nie stary, wręcz w kwiecie wieku, wesoły mężczyzna, dostojnie ubrany, włosy ulizane do tyłu, bawił się swoim wąsem.
-Czym mogę Pani służyć? - spytał sprzedawca.
-Cóż, jak Pan zapewne wie, małymi kroczkami zbliża się jesień. Chcę już teraz zaopatrzyć się w jesienną kolekcję marynarek i płaszczy, aby być najmodniejszą panną w mieście.- odpowiedziała kobieta.
-Doskonale Panią rozumiem, lecz nie mogę pomóc, ponieważ nie złożyłem, a nawet nie planowałem jeszcze zamawiać jesiennej kolekcji.- wyjaśnił mężczyzna.
          Oburzona Pani Ewelina, bez pożegnania, czym prędzej opuściła sklep. Wychodząc stanęła jak wryta, ujrzała małego chłopczyka, bawiącego się z kociątkiem, po drugiej stronie ulicy. Dziecko miało granatowe oczy, bladą twarzyczkę, różowo-czerwone usta, ku zaskoczeniu kobiety, czarne jak węgiel włosy. Był ubrany w podarte, brudne spodnie, zaplamioną koszulę i berecik w kratkę.
          Pani Krzymska zapragnęła go mieć, opiekować się nim. To pragnienie było silniejsze od zmiany garderoby. Pani Ewelina postanowiła zbliżyć się do niego, poszła w kierunku chłopca.
         Nagle kociątko zaczęło uciekać, dziecko pobiegło za zwierzęciem, a za nim Pani Ewelina w swoich obcasach i eleganckiej sukience. Wołała "Hej! Mały! Stój! Poczekaj!", bez skutku, najwyraźniej chłopiec nie słyszał, bo był zbyt zajęty uciekającym pupilem. Biegli tak przez miasto prawie pół kilometra, w końcu dotarli do portu. Kociątko dobiegło do końca nieogrodzonego, mokrego mostu, a tam poślizgnęło się i prawie wpadło do wody. Uratowały je wbite pazury w końcówkę kładki. Niestety chłopiec nie miał tyle szczęścia, poślizgnął się na mokrych deskach, wpadł do wody, a los nie obdarzył go umiejętnością pływania- utonął. Na powierzchni wody pojawiły się bąbelki- ostatki oddechu dziecka. Wierne zwierzątko widząc pęcherzyki powietrza na tafli wody, puściło się, skoczyło za swoim panem.
         Kobieta ujrzawszy to całe zdarzenie, podeszła ostrożnie do końca mostu, uklękła. Zaczęła płakać, kierując wzrok w wodę. Po kilku minutach wstała, spojrzała z pogardą na morze i powiedziała spokojnym głosem "Szkoda, mogło być tak pięknie". Wróciła do domu, jak gdyby nic się nie stało, usiadła wygodnie w salonowym fotelu, popijała gorzką herbatę z mlekiem, nudząc się i żyjąc normalnie, jak co dzień.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz