expr:class='"loading" + data:blog.mobileClass'>

niedziela, 29 września 2013

Life Story, seria I ''Tylko raz''

 Cóż, już idzie drugi miesiąc nauki. Dobrze czuję się w nowej szkole, po za kilkoma szczegółami, ale to nie istotne. Przepraszam, że tyle mnie nie było, ale w piątek wróciłam z wycieczki szkolnej, a potem... nie będę się spowiadać :P  W każdym bądź razie już jestem. Wybaczcie, tym razem nie będzie ilustracji, gdyż strona na której je robię została zablokowana lub usunięta, w każdym bądź razie jej nie ma. Gdy znajdę odpowiednie strony zastępcze aktualizuję posta z ilustracjami, a teraz wstawię opisy, dla wyobraźni ;) .

Bohaterowie główni:
- Louis (Lui) - 17-letni chłopak, uczeń Wschodniego Liceum
- Nicol - 14-letnia dziewczyna, uczennica Publicznego Gimnazjum
- Sava (Sav) - 15-letnia dziewczyna, siostra Louis'a, uczennica Publicznego Gimnazjum
- Daniel (Dan) - 15-letni chłopak, brat Nicol, uczeń Publicznego Gimnazjum
- Dagmara (DG) - 14-letnia uczennica Publicznego Gimnazjum
- Amber - 16-letnia dziewczyna, uczennica Wschodniego Liceum
- Kevin (Kev) - 16-letni uczeń Wschodniego Liceum, najlepszy przyjaciel Louis'a


,,Dążenie do celu...''

                      Już następnego dnia tuż po ogarnięciu się i śniadaniu wyszedłem z domu pędząc prosto na przystanek. Za kilka minut miał być autobus. Miałem nadzieję, że się nie spóźni, tata Kev'a nie lubi braku punktualności. Wreszcie nadjechał, a ja wsiadłem. Gdy zająłem miejsce siedzące natychmiast włożyłem do uszu słuchawki i włączyłem muzykę. Na kolejnym przystanku autobus wypełnił się ludźmi. Raczej często nie jeżdżę transportem publicznym, ponieważ wolę iść piechotą, dlatego zdziwił mnie tak ogromny tłum.
                      Zauważyłem starszą panią poszukującą wolnego miejsca. Wstałem, podszedłem do niej i poprowadziłem ją do swojego miejsca, które zajął jakiś 14-latek, tak przynajmniej wyglądał, a dookoła niego stali koledzy:
- Ej, młody złaź! Kultury nie uczyli w domu?- powiedziałem
- Odczep się emolu- powiedział siedzący chłopak - Weź babcię i idźcie do kościoła, modlić się, może się nawrócisz - dodał odważnie, a jego koledzy zaczęli się śmiać.
Podszedłem do pyskacza w oryginalnych dresach i wytargałem za bluzę ściągając z krzesła i odsuwając od niego, mało mnie to obchodziło jak inni zareagują. Nadal trzymając chłopaka za ubranie drugą ręką wskazałem starszej pani zwolnione miejsce, usiadła na nim. Po chwili odwróciłem twarz patrząc na nastolatka szeptałem:
- Posłuchaj dziecko, nie będę Ci mówił, że jestem, starszy i mądrzejszy, powiem po prostu, że tylko śmieci się tak zachowują, jakaś kultura musi być, u Ciebie w domu też tak masz? - chłopak milczał, a wszyscy uważnie obserwowali moje ruchy ust, rozglądając się widziałem strach w ich oczach, obawiali się, że skrzywdzę młodego - Nie będę kazał Ci też przepraszać, ani nie będę Cię bił. Uważasz się za nie wiadomo kogo, sądzisz, że to Ty powinieneś siedzieć na tym miejscu, dlaczego?! - wystraszony nastolatek nie odezwał się nawet słowem- Myślisz, że to że masz oryginalne dresy za nie wiadomo ile to jesteś lepszy? Ta pani pracowała większość swojego życia, aby móc odpoczywać na starość, a nie żeby taki szpaner jak  Ty zajmował jej miejsce w autobusie, a i to nie jest moja babcia, bo gdyby była to potoczyłoby się inaczej - zakończyłem puszczając chłopca, ponieważ miałem zaraz wysiadać, gdy autobus się zatrzymał rzuciłem mu ostatnie spojrzenie opuszczając pojazd, nie musiałem się przepychać, ludzie zrobili mi przejście, czułem na sobie ich wzroki, ale nie przejąłem się tym.
                      Udając, że się nic nie stało pobiegłem w stronę domu przyjaciela. Klatka była otwarta, więc nie dzwoniłem domofonem. Stając przy drzwiach usłyszałem głośną kłótnię, udało mi się rozróżnić głos Kevina i jego taty. Zapukałem, a krzyki ucichły. Po krokach wnioskowałem, że ktoś się zbliża, aby otworzyć drzwi, otworzył je mężczyzna w blond włosach upiętych w koka, wysoki o błękitnych oczach, ubrany w białą koszulę z czarnym krawatem i czarne, eleganckie spodnie, był to ojciec mojego najlepszego przyjaciela:
- Dzień dobry - przywitałem się grzecznie
- Cześć, wejdź - powiedział tata Kev'a.
Tak też zrobiłem. Zza progu wyszedł on, mój wspaniały druh:
- Cześć - powiedziałem
- Hey - odpowiedział na moje przywitanie - Chodźmy do mojego pokoju- zaproponował
- Spoko - zgodziłem się
- Louis! Pamiętaj, za pół godziny idziemy do pracy! - dodał ojciec Kevin'a
Przytaknąłem głową i poszedłem za przyjacielem. Po wejściu zamknąłem drzwi do pomieszczenia i:
- Słyszałem jak się kłócisz z ojcem. O co poszło? Przecież nigdy się nie sprzeczaliście - spytałem ze zdziwieniem.
- Powiedziałem mu, że nie podobają mi się dziewczyny... że jestem gejem - odpowiedział - A jak to przyjął, to słyszałeś - dodał
- Przykro mi, może się tego nie spodziewał, mnie wtedy też zaskoczyłeś - powiedziałem
                        Jeszcze trochę porozmawialiśmy, udało mi się go pocieszyć, ale minęło już pół godziny, więc musiałem się zbierać do pracy. Pożegnałem się z przyjacielem i poszedłem z jego tatą do pracy.  
                         Wsiedliśmy do samochodu i wyruszyliśmy. Jechaliśmy w ciszy. (Nie wiedziałem, że mają nowy samochód, wcześniej mieli zielonego opla, a teraz jest żółta toyota. Przyznam, że mi się podoba, choć wybrałbym inny kolor).  Po 10 minutach dojechaliśmy na miejsce. Weszliśmy do jakiegoś baru. Na drzwiach była wywieszona kartka z napisem ,, Potrzebny kelner, przyjmuję od zaraz''.   Dziś pomagałem urządzić bar z drinkami, a dokładniej jego osobne pomieszczenie dla Vip'ów. (Cóż za skromność i tolerancja. Eh, osobne pomieszczenie dla Vip'ów???!!! Jak można?!) Pracowaliśmy.


---------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Oto moje wypociny.
                   

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz