Le wypociny z le obozu w Poroninie (pozdrawiam I turnus <3).
Ok, opowiadanie napisane na podstawie snu, oczywiście zawiera elementy romantyzmu, który miałam odrzucić x.x, ale się nie udało. No trudno.
Rano, kiedy obudziły mnie promienie słońca, otworzyłam oczy w nieznanym mi pokoju. Miał on żółte ściany i dosłownie kilka półek. Usiadłam i rozejrzałam się dookoła. Zupełnie nie wiedziałam gdzie jestem. Natychmiast wyrwałam się z łoża, a następnie wybiegłam z pomieszczenia, wpadając prosto na obcą osobę. Spuściłam główkę w dół, cicho szepcząc "przepraszam". Ów człowiek oparł dłonią mój podbródek i delikatnie podniósł go w górę, aby spojrzeć mi w oczy. Nie opierałam się temu. Początkowo miałam zamknięte oczy, przyznam, że nieco się bałam.
- Pokaż mi swoje oczka, chcę je zobaczyć- powiedział męskim głosem nieznajomy.
- N-nie- wydukałam.
- Dlaczego?- spytał.
Milczałam. Powoli podniosłam powieki i ujrzałam wysokiego, przystojnego bruneta o błękitnych oczach, który uśmiechał się do mnie. Ubrany był w czarną bluzę i lekko obcisłe, czarne spodnie, wysokie trampki. Miał krótkie włosy i nosił duże okulary, prawdopodobnie tzw; kujonki.
-Masz piękne oczy- powiedział po chwili ciszy.
-Dz-dziękuję- uprzejmie podziękowałam z niemałym zawstydzeniem- Ja... skąd ja się tu wzięłam? Gdzie jestem? Dlaczego tu...
Przerwał mi kładąc palec na ustach. "Ciii", otworzył szybko drzwi i wepchał mnie do tego samego pokoju, po czym sam wszedł po cichu zamykając drzwi na klucz.
-Ej! Co robisz?!- wykrzyknęłam.
-Ucisz się- wyszeptał.
-Eh, co się dzieje?!- spytałam nadal krzycząc.
-Cicho bądź- wyszeptał ponownie.
-Nie!
-Ależ Ty uparta- powiedział i mnie pocałował, obejmując przy tym.
Przez chwilę byłam w szoku, ale oddałam pocałunek.
"Teraz już będziesz cicho?" wyszeptał, odrywając swoje usta od moich. Kiwnęłam głową. Stojąc jak wryta, obserwowałam jego ruchy.
-Słuchaj. Pewnie nie wiesz, co się teraz dzieje na zewnątrz i nic nie pamiętasz- powiedział sadzając mnie na łóżku- więc teraz uważnie słuchaj. Kilka tygodni temu, naukowcy pracowali nad Eliksirem Nieśmiertelności, który został po części skonstruowany z komórek czarnej ospy. Jeden z naukowców był chciwy i wyniósł jedną fiolkę z owym eliksirem po za laboratorium, kiedy ten jeszcze nie był testowany na ludziach. Niestety profesor zginął w wypadku samochodowym, a wywar w wybuchu zmienił się z cieczy w gaz, tym sposobem dostając się do powietrza. Zatrucie sięgało ponad 50km od miejsca wypadku, a ludzie wdychający to powietrze zaczęli padać na ziemię. Początkowo myśleliśmy, że to tylko omdlenie, a tak naprawdę eliksir w połączeniu z wysoką temperaturą oraz paliwem spowodował mutowanie kodu DNA. W wyniku czego, ludzie zakażeni po chwili zaczęli dosyć mocno drgać, przez co przestało bić serce i została zatrzymana praca płuc, ale ci ludzie po kilkunastu minutach wstawali, właściwie to nie byli już ludzie. Stali się bezlitosnymi, bezmózgimi bestiami. Pożerali tych, którzy jeszcze leżeli na ziemi oraz ratowników, lekarzy.
-Robisz sobie ze mnie żarty?- zapytałam z niedowierzaniem.
Spojrzał na mnie poważnym wzrokiem.
-Czy wyglądam jakbym żartował?
Zamilkłam.
-Kilka dni temu, skażenie dosięgło Nowego Yorku. Na moście... jechałaś z rodzicami samochodem, a ja jechałem obok. Twoja matka leżała wtedy już na zmieni i się trzęsła, a Twój ojciec powoli padał na kolana. Kazał mi Cię zabrać w bezpieczne miejsce i dbać o Ciebie. Zdziwiło mnie, że oddał swoją pociechę obcej osobie. Musiał bardzo Cię kochać- dokończył i spuścił głowę- przykro mi- dodał.
Łzy same zaczęły płynąć mi z oczu, nie chciałam przyjąć do wiadomości, że moi rodzice zginęli.
-POWINNAM UMRZEĆ Z NIMI!- wykrzyknęłam zalana łzami.
-Co? Nie, nie mów tak.- powiedział i mnie przytulił- masz takie piękne oczy, dlaczego szpecisz je płaczem?- wyszeptał mi do ucha.
Wtuliłam się w niego nadal wylewając łzy, było mi tak smutno. Z jednej strony czułam niepokój, bo przecież go nie znam, a z drugiej strony cieszyłam się z jego obecności. Pomyślałam "skoro tata mnie oddał w jego ręce, to musiał widzieć w nim coś wyjątkowego".
-Nie zostawiaj mnie- powiedziałam zapłakana.
-Obiecałem Twojemu ojcu, więc nie mogę, a nie chcę aby moja dusza została pochłonięta przez najgłębsze czeluści boga mamtowdupinizmu- powiedział i się zaśmiał, ja również się uśmiechnęłam, patrząc mu w oczy. Usnęłam na jego ramieniu z uśmiechem, poczułam się bezpieczna.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz